Unikalna atmosfera, ironia i MUZYKA

Data:
Ocena recenzenta: 9/10
Artykuł zawiera spoilery!

Ironiczny scenariusz, stylowe i wymowne zdjęcia; groteskowa, mocno zabarwiona psychologicznie koncpecja reżysera; kreacje w wykonaniu, które jedynie podnosi silnie ich znaczenie dla problematyki filmu. To – w wielkim skrócie – najlepsze cechy «Down By Law». Do tego atmosfera – sukcesywnie podsycana przez Muzykę – która powoduje, że obraz Jarmuscha idealnie ogląda się poprzez szary dym znad zimnej szklanki późnym wieczorem (niestety, nie posiadam kominka, który dopełniłby całości).


Pewien paraleizm, który uderzył mnie podczas seansu, choć może się wydać nieco dziwny, spowodował, iż film zdał mi się jeszcze przyjemniejszy; chodzi o liczne cechy, które film stawiają niejako obok twórczości Sławomira Mrożka. Oczywiście wątpię, aby Reżyser kiedykolwiek czytywał polskiego Dramaturga, jednakże wrażenie pozostaje niezatarte w mojej świadomości. Trzech obcych sobie, róznorodnych pod względem charakteru mężczyzn w klaustrofobicznej, wymagającej walki o przeżycie (a także zachowanie zrowia psychicznego) sytuacji, jednocześnie zachowujących się groteskowo, nie tyle na przekór, co w zgodzie z otaczającą ich rzeczywistością? Dodatkowo przez część akcji znajdują się razem na łodzi! Nie wspomnę też o scenie (choć stosunkowo krótkiej) dotyczącej ewentualnego kanibalizmu.

Postaci? Z pozoru trzy archetypy: Zack – zapatrzony w siebie i własne dokonania egoista, Jack – altruista o równie silnym charakterze, nieustannie marzący o osiągnięciu sukcesu, oraz typowy głupek-obcokrajowiec, który już samą próbą nawiązania kontaktu z innymi wprowadza komiczną atmosferę. Na tym, wraz z pozorami, kończą się streotypy, a nasze postrzeganie bohaterów Jarmuscha poszerza się o kilka odkryć. Te zaś odwracają wszystko o 180 stopni. Zack i Jack są do siebie podobni w taki sam sposób, jak ich imiona są zbliżone do siebie fonetycznie.

W rzeczywistości oboje zachowują się – na swój sposób – jak dzieci, mają podobne problemy z ludźmi oraz z kobietami, a podstawową dzielącą ich cechą jest egoizm i jego brak. Przeciwieństwa przyciągają się, wywołując iskry; ale wszelkie spięcia potwierdzają jedynie analogię ich postępowania. Natomiast najbardziej dojrzały wydaje się Bob. Z początku – to fakt – mówi zbyt wiele i zabawnie, nie stara się jednak na siłę zdobyć szacunku współtowarzyszy czy też okazywać niechęci. W przeciwieństwie do niego – dwaj pozostali, mimo pozornej obojętności chętnie i szczerze mówią o sobie; tylko czekają, aż ktoś się nimi zainteresuje. Roberto natomiast mówi od razu, lecz – czy mówi szczerze? Podaje się za złapanego na gorący uczynku szulera, lecz – jak się szybko okazuje – wcale nie potrafi dobrze grać w pokera. Dodatkową dozę tajemniczości buduje wokół niego Jarmusch poprzez wspólną scenę z Waitsem w pierwszej części filmu. Czy to właśnie tamtej nocy popełnił morderstwo, z powodu którego trafił do celi? Za jego dojrzałością przemawiają także inne szczegóły: jako jedyny nosi przy sobie zapałki w dziczy, choć jako palacz w celi nie posiadał zapalniczki, a także tylko on z całej trójki potrafi nawiązać normalną relację z kobietą. Sam powód osadzenia go w więzieniu jest też dużo ściślej określony; jak sam przyznaje: nie jest niewinny, choć jest dobrym człowiekiem.

Jarmusch sam w sobie zachwyca dorbnostkami: ironiczna analogia celi i nadbrzeżnego domku; płynna, choć jednocześnie powolna atmosfera, pozwalająca na zastanowienie się nad każdym, najdrobniejszym szczegółem. Nie na tyle jednak, aby pozostawiony widzowi czas groził znudzeniem czy monotonią. Oraz perfekcyjnie oczywista, ostatnia scena, obrazująca powierzchowność różnic dzielących Jack'a i Zack'a: każdy wybiera inną drogę, jednakże obie ścieżki prowadzą wprzód i wcale nie stanowią idealnej opozycji względem siebie. Całość obrazu jest zaś tak zrównoważona, że czegokolwiek jakikolwiek odbiorca «Down By Law» oczekiwałby od filmu, to idąc każdym tokiem myślenia, który – jak drogi na rozstaju – dąży wprzód, zawsze znajdzie coś dla siebie.

Na koniec – aby dać upst własnej słabości – muszę wspomnieć o świetnej, klimaycznej Muzyce. W szczególności brzmiącej na sam koniec kompozycji Waits'a: «Tango Till' They Sore». Polecam tuż przed końcem zapalić ostatniego papierosa, nalać ostatnią porcję do szklanki i rozkoszować się – tak jak przez ponad półtorej godziny obrazem – dźwiękami płynącymi nad szklanką podczas napisów końcowych przez dym tak szary, jak obraz przed widzem.

Zwiastun:

Jack – altruista? Obaj wydali mi się równie zapatrzeni w siebie, w przeciwieństwie do Boba.

Podświadomie chyba po wcześniejszym przejrzeniu aktywności na Filmasterze, powtórzyłem sobie dziś dzięki Tobie seans. Oczywiście ze szklaneczką whisky (wiem, powinien być burbon) - dzięki, bo bardzo dawno nie widziałem Down by law!

Chodziło mi o to, że - choć oboje byli zapatrzeni w siebie - Jack częściej starał się nawiązać kontakt z kimkolwiek. Nie tyle był - rzeczywiście - altruistą, co był mniej zamknięty w sobie. Często obcował z ludźmi i nigdy nie napawał się swoimi "sukcesami" w samotności. W przeciwieństwie do Zack'a.

Dodaj komentarz